piątek, 18 lipca 2014

Rozdział 5 "Dzikus"

Wakacje! Wakacje! I brak internetu! Ale jak tylko coś załapałam postanowiłam napisać kolejny rozdział!
Tylko jedna osoba komentuje. Przykro mi, przykro :C
=====================================================================
    Noc była chłodna i przerażająca. Miałam w głowie jeden, wielki mętlik. Nic nie mogło wytłumaczyć tej ostatniej godziny. To było za wiele. 
-Alex... Ale jak?-spytałam przerażona. Nie powinien żyć. On umarł. Zawszę chciałam żeby żył, był przy mnie, ale jak to było możliwe? To jest nieracjonalne. Niemożliwe... Kiedy miałam pięć lat, a Alex siedem nasze miasto zaatakowała epidemia. Przynajmniej tak mówił rząd. Teraz wiem, że to oni zabijali. Alex był jednym z tych, którzy zachorowali. Po prostu wyszedł z pokoju, a kilka godzin później znaleziono go całego we krwi. Rodzina nie widziała zwłok... Ale wtedy zdawało się to normalne. 
-Jennifer. Ja nie umarłem. Jestem tu. I nie pozwolę by ktoś cię skrzywdził...-powiedział i pociągnął mnie za rękę w głąb lasu. 
-Gdzie my teraz będziemy? Co zrobimy?
-Siostro. Nic nie jest takie jakie ci się wydaje. Czy jeszcze tego nie zauważyłaś?
-Ale...-odparłam i umilkłam. W mojej głowie pojawiło się tylko jedno imię. James.
-Jen...-szepnął i stanął. Kiedy odwrócił się przodem do mnie uświadomiłam sobie, że nie jest już tym siedmioletnim Alexem. W jego zielonych oczach widać było cierpienie i wole walki. Co on musiał przejść przez te jedenaście lat? 
-Ty coś wiesz? Alex... Ty wiesz coś na temat tego świata?-powiedziałam i zrobiłam ruch aby pokazać to wszystko co nas otacza.
-Tak.
-Powiedz mi...-szepnęłam łamiącym się głosem. Brat usiadł na pniu jakiegoś drzewa, a ja poszłam w jego ślady. 
-Jennifer. Uciekłem. Nie umarłem. Pamiętasz tą historię o Annie i Robercie? To było naprawdę. Anna to nasza przodkini. To co zrobiła naznaczyło jej krew. Nie da nas się zabić zwykłymi nożami. Nie wiem jak. Ale to prawda. Sama się przekonałaś. Rząd się mnie pozbył.Trafiłem do kostnicy. Czułem, że unoszę się nad swoim ciałem z godziny na godziny to uczucie słabło. I pomimo wszystkiego wiedziałem, że jeszcze nadal żyję. Poczekałem na odpowiedni moment. Pamiętasz jak wraz z rodzicami stanęłaś w progu kostnicy? Widziałem to. Staliście tam i nie mieliście odwagi mnie zobaczyć. Krzyczałem do was. Pamiętasz? Usłyszałaś wtedy swoje imię. To nie były omamy. To byłem ja. 
-Alex...
-Nie przerywaj mi, proszę...Kiedy poszliście krzyknąłem, że was kocham. Byłem zdesperowany. Chciałem żyć. Dla ciebie, dla mamy i taty... Nie mogłem was tak zostawić.Wtedy odzyskałem władzę nad ciałem. I uciekłem. Byłem wystraszony.Chowałem się w komórkach na miotły aby nikt mnie nie zobaczył. A wtedy Cassandra Mort mnie znalazła. Bałem się, ale ona powiedziała mi, że jest przeciw rządu. To niesamowite, ale wewnątrz działa ruch oporu. Cassandra sprawuje nad nim władzę. Wiedzą jak wydostać się na zewnątrz. Ludzie stąd czasami wchodzą do miasta, a ci z miasta wychodzą na zewnątrz.Tutaj nie jest tak myślisz. Żyjemy w normalnych warunkach. Takich jak tam na dole. Ruiny dawnych miast zostały częściowo odbudowane. Tutaj jest bezpiecznie. Idziemy teraz do mojego domu.
-Twojego?
-Tak, Jen. Jestem Tubylcem.-odparł

    Ostatnie słowo wyryło się w mojej pamięci już chyba na stałe. Tubylec. Alex. Tubylec.Alex. Tubylec. Alex. Alex jest Dzikusem.
-Dzikus...-szepnęłam, ale Alex musiał to usłyszeć, bo pokiwał głową.
-Tubylec. Te historie o Dzikusach. Te, które stały się niemal mitem. To prawda. Tylko my nie jesteśmy Dzikusami.-ostatnie słowo wypluł z pogardą. 
-Nie...To nie prawda.
-Jen. To rzeczywistość. Teraz ty też jesteś Tubylcem.-powiedział i wstał. Znowu złapał mnie za rękę. Byłam w szoku. Tyle lat żyłam w kłamstwie. Tego było za wiele. Jestem...Dzikusem... Nie. Nie jestem Dzikusem ani Tubylcem. Jestem Jennifer. Tak. I nic tego nie zmieni. Nie ważne jest miejsce. Zawszę będę sobą.

    Minęły może minuty, albo godziny, nie zdziwiłabym się gdyby okazało się, że szliśmy parę dni. W końcu weszliśmy na otwartą powierzchnię. Pierwszy raz w życiu widziałam tyle zieleni. Soczystej, a nie wyblakłej jak w książkach. Pagórki były wszędzie. Alex kierował się do tego większego. Na jednym z boków ów pagórka widniała jaskinia. Mój brat wszedł do niej, aby po chwili wyjechać PRAWDZIWYM samochodem. Wsiadłam do niego, nadal nic nie mówiąc i odetchnęłam z ulgą. W końcu odpoczynek. Zanim ruszyliśmy zasnęłam z jednym zdaniem w głowie: Jestem Jennifer i nic tego nie zmieni. To zdanie stało się moją mantrą.

    Obudził mnie gwałtowny pisk opon. Otworzyłam gwałtownie oczy i spojrzałam w przednią szybę.Przed nami stał lis. Alex oddychał szybko, a na jego twarz malowało się przerażenie i zmęczenie.
-Może ja poprowadzę?-spytałam. Chociaż nigdy tego nie robiłam miałam ochotę żyć więc musiałam dać mu się przespać.
-A umiesz?-spytał drwiąco
-Nie. Wytłumacz mi.
-Kierownicą kierujesz, skrzynią biegów wrzucasz biegi, ale to pomińmy. Tam masz pedały. Od lewej: sprzęgło, hamulec i gaz. Rozumiesz?
-Tak jakby.
-To nie jest dobry pomysł...
-Na pewno lepszy niż to,żebyś usnął prowadząc-odparłam i zamieniliśmy się miejscami. Alex pomógł mi odpalić ten złom i kazał jechać cały czas prosto, a potem skręcić w lewo. Jechałam w zupełnej ciszy słuchając oddechu mojego brata, który uważany jest za zmarłego. Byłam skupiona. I nawet dobrze mi szło to prowadzenie. Czasami tylko za mocno hamowałam, ale Alex nadal spał. Kiedy czasami na niego zerkałam wyglądał normalnie. Był przystojny. Jego lekko za długie włosy były brązowe i przetykane rdzawymi pasemkami. Nos miał garbaty, ale dodawało mu to urody, a jego kiedyś za duże uszy były wprost idealnej wielkości. Jak wcześniej nie zauważyłam tego,że jest moim bratem? Wjechałam do tunelu i wtedy dostałam odpowiedź na swoje pytania. Ciemność zdawała się zmieniać jego wygląd. Tak to na pewno przez ciemność. W głębi duszy jednak wiedziałam i wstydziłam się tego. Po prostu zapomniałam jak wygląda mój brat...

  Zapomnienie. To słowo obrazuje to co będzie kiedy umrzemy. Zapomnimy. Zostaniemy zapomniani. I to chyba najbardziej przeraża. Nikt nie będzie pamiętał ludzi, którzy nie zrobili nic. Żyli i umarli. Trudno. O wielkich naukowcach też zapomnimy. Ich odkrycia stanął się mało ważne. Każdego ogarnie zapomnienie...

czwartek, 5 czerwca 2014

Rozdział 4 "Alex"

Na początek kilka słów wyjaśnień. Wiem, że długo nie było kolejnego rozdziału, ale z takich czy innych powodów trafiłam do szpitala i potem było trochę do nadrobienia. Zapraszam do czytania i komentowania!
====================================
  Zapach krwi powodowa u mnie nieprzyjemne uczucie. Czułam się potwornie, jednak to było nic w porównaniu do bólu, który odczuwałam. Piekący i rwący ból nie dawał mi spokoju. Oczy zaszły mi mgłą. Usłyszałam krzyki i głosy. Tylko jeden umiałam rozpoznać. Michel klękał obok mnie i tamował krew, drąc się przy tym na Jasmine. Jak byłam mała słyszałam kiedyś pewną historię. Była ona piękna, a zarazem przerażająca- tak jak Jasmine. Gdzieś daleko, za górami żyli ludzie bez żadnej skazy. Byli idealni i czyści jak wodospad płynący obok ich miasta.Wszyscy żyli w zgodzie i harmonii. Jednak któregoś dnia z nieba zszedł anioł. Miał piękne czarne skrzydła, które mieniły się w słońcu wszystkimi kolorami tęczy. Powiedział on, że zesłał go Bóg. Miał być nagrodą i życiowym drogowskazem dla ludzkości. Jednak nie był on taki dobry jak wszyscy sądzili. Zabijał on w ludziach dobro. Był wysłannikiem Lucyfera, a nie Stwórcy. Jeden z mieszkańców- nastoletni chłopak- widział jego prawdziwe oblicze. Był okropny... Słowa nie mogły opisać jego brzydoty. Tylko on widział go prawdziwego. Okrutny anioł przestraszył się chłopaka i postanowił go zabić. Pewnej nocy zwabił go krzykiem jego ukochanej. Dziewczyna była dla chłopaka całym światem. Miłością jego życia. Jedynym powodem aby żyć dalej. Bez wahania pobiegł za głosem jego miłości. Znalazł się na polanie. Z każdej strony otaczały go wysokie drzewa. Annie leżała na środku. Chłopak od razu podszedł do niej. Osłabiona i nieprzytomna leżała niczym martwa. Jej czarne włosy rozsypywały się wokoło głowy. Była jedną z najpiękniejszych dziewczyn jakie widział anioł. Lecz jego serce nie potrafiło współczuć i kochać. Umiało tylko nienawidzić. Chłopak przestraszony siedział przy Annie jednak ta nie budziła się. Przerażony nie wiedział,że anioł tylko czeka aby go zabić. Po kilku minutach zleciał ze swojej kryjówki między drzewami z mieczem w ręku i zaatakował. Nastolatek umarł nie wiedząc kto go zabił. Annie ocknęła się dosłownie w tym samym momencie kiedy krew chłopaka wylała się na jej sukienkę. Lepka i ciepła krew ubrudziła Annie całą . Wyglądała teraz jak wojowniczka. Przestraszona dostrzegła ciało chłopaka i stojącego nad nim anioła. I dopiero teraz zobaczyła jego prawdziwe oblicze- odzwierciedlenie duszy. Kochała chłopaka całym swoim ciałem. Każdą komórką. Wiedziała już co się stało. Jakimś magicznym sposobem w jej głowie pokazały się ostatnie chwile Roberta. Wiedziała co do niej czuł...Ale było za późno. On już nie żył. Ze złością i nienawiścią- tak bardzo nieznanymi jej uczuciami-podbiegła do ciała Roberta i wyjęła z niego miecz. Ten jakby wiedział co się szykuje zaświecił białym, księżycowym światłem ,a Annie poczuła moc. Nim anioł zorientował się co zdesperowana dziewczyna planuje, ostrze trafiło w jego jedyny słaby punkt-tatuaż pomiędzy skrzydłami. Anioł ze wrzaskiem rozpadł się w czarny pył, który zaniósł wiatr. Dziewczyna zrozpaczona płakała nad ciałem ukochanego. Historia Annie i Roberta urzekła mnie od samego początku. Annie była dla mnie wzorem. Wiedziałam, że pomimo bólu nie powinnam się poddawać. Jednak nie miałam już siły. Czułam jak powoli się wykrwawiam. Rany były za głębokie. Czułam smutek. Nie dlatego, że umierałam. To przez to, że zawiodłam Jamesa. Nie dotrzymałam obietnicy. Otworzyłam oczy. Widziałam jak przez mgłę. Ja byłam niewinna. Wybaczam Jasmine... Trzymałam się tych dwóch różnych myśli niczym koła ratunkowego. I wtedy to ujrzałam. Coś co zupełnie odstawało od rzeczywistości. Biała postać stała w rogu jaskini i szeptała cicho jakieś nieznane słowa. Wiedziałam, że jest ze mną oraz gorzej. To zwykłe halucynacje. Po prostu już umierałam. Ostatkiem sił wypowiedziałam słowa które były skierowane do jedynej osoby, która starała się mnie ratować.
-Ja jestem niewinna...-szepnęłam do Michela i spadłam w nicość. Zwykłą pustkę...

   To było niesamowite uczucie. Jeśli tak wygląda śmierć to jest jedną z przyjemniejszych rzeczy jaka mogła mi się przydarzyć. Po prostu spadałam w pustkę. Dookoła była tylko ciemność. Czerń i ja. Zauważyłam jakąś rękę i chyba odruchowo ją złapałam. Czułam, że odzyskuje czucie w kończynach. Usłyszałam znowu głosy. Poczułam bicie serca. Jednak nadal nie otwierałam oczu. Widziałam znowu tą białą postać. Powoli się oddalała przepełniając mnie siłą i ciepłem. Poczułam chęć do życia.Tak musiałam żyć! Otworzyłam leniwie oczy i znowu go zobaczyłam...
-Michel...-szepnęłam. Jednak on nie reagował. Wpatrywał się we mnie uporczywie. Widziałam łzy w jego oczach. Czy to znaczy, że...
-Nie żyje.-powiedział krótko i spojrzał na Jasmine. Ta siedziała i śmiała się w niebo głosy. Nadal nie rozumiałam czemu tutaj jestem. Jak to możliwe? Michel wstał i ruszył ku mojej zabójczyni. Tym razem w jego miodowych oczach nie widać było spokoju i opanowania. Targały nim negatywne emocje. Wyglądał jak Annie. Był cały zakrwawiony... A więc dlatego w ostatnich chwilach mojego życia przypomniałam sobie tą historię. Tak bardzo przypominała to co tutaj zaszło. Tylko, że to ja cały czas byłam na wpół świadoma.
-Nie!-krzyknęłam, a wtedy moje ciało drgnęło. Znowu nic nie widziałam.
-Ona oddycha!-krzyknął chyba Alex , a ja po chwili znowu widziałam. Tym razem wszystko było normalne. Byłam widoczna i wszyscy mnie słyszeli. Spojrzałam na moje nogi. Tam gdzie powinny być rany nie było nic. Wszystko wyglądało tak jakby atak Jasmine nie istniał. Moja niedoszła morderczyni była przerażona. Chyba nie spodziewała się, że to przeżyję. Wszyscy wpatrywali się we mnie zdziwieni. Ja sama byłam zaskoczona. Jak to w ogóle możliwe? Jednak wstałam. Podeszłam do Michela i wyjęłam z jego ręki nóż.
-Nie warto.-powiedziałam. Jednak on stał tam nadal. Odsunęłam się trochę. Stałam tam z Michelem zaskoczona tak jak przerażona. Nagle Alex wyrwał mi nóż i zwinnym ruchem wbił go w serce Jasmine. Dziewczyna natychmiast umarła. Popatrzyłam na niego lecz on stał do mnie plecami.
-Należało jej się. Nikt nie będzie próbował cię zabić. Nikt nie tknie mojej siostry!-powiedział Alex i nagle się odwrócił. Nie był to ten sam Alex, który siedział z nami przed sądem. Był to wysoki, chudy chłopak o brązowych włosach przetykanych lekko rudawymi pasemkami i zielonych jak moje oczach. To było nie do pomyślenia. To był naprawdę mój brat... Mój zmarły braciszek...
-Alex...Ale jak?-szepnęłam i podbiegłam do niego. Szybko mnie przytulił i staliśmy tak ze sobą. Czułam na sobie wzrok wszystkich. Wiedziałam już teraz, że to on. Byłam tego pewna. Nie wiem jakim cudem, ale mój zmarły przed dwoma laty brat żyje. I jest tutaj ze mną.
-Ale przecież wcześniej wyglądałeś inaczej... Jak to?-spytałam.
-Wszystko ci wyjaśnię.Ale nie tutaj. Nie mogę ryzykować, że ktoś z tych debili znowu będzie próbował cię zabić. Idziemy.-powiedział i wziął mnie za rękę. Chwycił nasze plecaki i wyszliśmy w ciemną noc. Chłodny wiatr smagał nasze twarze...

środa, 16 kwietnia 2014

Libster Blog Award

Libster Blog Award

Zostałam nominowana przez Seledynowa Małą! Dziękuje w ogóle się nie spodziewałam. Przecież nie pisze jakoś super.
Nominacja do Libster Blog Award  jest otrzymywana od innego bloggera za dobrze wykonaną robotę.Jest przyznawana dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów, więc daje możliwość ich rozpowszechniania. Po otrzymaniu 11 pytań należy na nie odpowiedzieć. Pytania są od osoby, która cię nominowała.Następnie ty nominujesz 11 osób(musisz ich o tym poinformować) i wymyślasz 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, który Cię nominował.

1.Od kiedy piszesz?
Piszę od trzech/czterech lat lecz zdecydowałam się na publikacje tych moich wypocin ok rok temu, więc teoretycznie blogi piszę od roku. W wieku 11 lat miałam Potterowskiego bloga na onecie, ale czytały go tylko dwie osoby. Pewnie nikt nawet nie zauważył jak zniknął.

2.Co jest twoją inspiracją?
Wiecie jak to jest siedzieć sobie na lekcji i nie słuchać co gadają ? No więc ja wtedy głównie wymyślam sobie różne sytuacje. Miasto Upadłych powstało na lekcji, Blask Susan powstał w domu o pierwszej w nocy, a Juliet in Hogwart ( mój nowy blog serdecznie zapraszam! http://julietinhogwart.blogspot.com/ ) powstał też na lekcji. Wiele osób pyta się mnie jak ja to robię, że opisuje wszystko z takimi szczegółami ( tu chodzi głównie o uczucia). Każda postać jest mi bliska. Susan boryka się z problemami miłosnymi( ja), Jennifer jest wrobiona w coś czego nie zrobiła (ja).

3.Masz autorytet? Jeśli tak to jaki?
Nie mam autorytetu. Staram się być sobą- pisać swoim własnym stylem.

4.Skąd wzięłaś pomysł na bloga?
Siedziałam na lekcji Polskiego i nagle pomyślałam: "Co by było gdyby był koniec świata, a rząd schował by się we wnętrzu ziemi?" I tak powstał ogólny zarys i prolog. Potem wymyśliłam dalsze losy i tadam!

5.Inne twoje blogi?
http://blask-susan.blogspot.com/
http://julietinhogwart.blogspot.com/
i mam jeden pomysł na kolejnego, ale to jak już będzie więcej czytelników!

6. Ulubiony pisarz/pisarka?
Nie mam jakiś konkretnych pisarzy. Uwielbiam fantasty i romans. Hmm może z polskich pisarzy to Ewa Nowak... A tak to nie umiem się zdecydować!

7.Ulubione wydawnictwo?
Nie mam.

8.Najlepsza ekranizacja?
Igrzyska Śmierci: W Pierścieniu Ognia

9.Ulubiona książka?
Uwielbiam Fantasty i Romans.Nie umiem wybrać :C

10.Ulubiony bohater/bohaterka
Tris z Niezgodnej, Zoey z Domu Nocy i Hermiona z HP

11.Ulubiony cytat?
"Kochać znaczy niszczyć, a być kochanym znaczy zostać zniszczonym." Jace  Miasto Kości


Moje pytania:
1. Co znaczy dla ciebie pisanie?
2.Jakie masz hobby?
3. Czy kiedykolwiek skłamałeś na temat jakiegoś bloga?
4.Czy czytałeś chociaż jeden rozdział jednego z moich blogów?
5.Gdzie głównie powstają twoje opowiadania?
6.W jakim wieku zacząłeś/zaczęłaś pisać?
7.Ulubiony cytat?
8.Jak wymyślasz tytuły swoich blogów?
9.Spanie vs Czytanie?
10. Co skłoniło cię do założenia bloga?
11.Która postać z blogów, których czytasz najbardziej cię odzwierciedla?

Nominacje:
http://boje-sie-jutra.blogspot.com/
http://historie-zwyciezcow-igrzysk-smierci.blogspot.com/
http://podskrzydlamikosoglosa.blogspot.com/
http://cwiercwieczeposkromienia.blogspot.com/
http://dzieckosmierci-aonoexorcist.blogspot.com/
http://po-stronie-gehenny.blogspot.com/
http://dzieci-burzy.blog.onet.pl/
http://szklani-samobojcy.blogspot.com/
http://dear-soulmates.blogspot.com/
http://lithium-shadow.blog.onet.pl/
http://zgubiony-sen.blog.onet.pl/


DZIĘKI ZA TO ŻE JESTEŚCIE I CZYTACIE TO CO PISZĘ <3

wtorek, 25 lutego 2014

Rozdział 3 " Gwiazdy"

Znowu dedykacja dla Filipa <3 i dla mojej miłości, która zainspirowała mnie i tak powstał Michel.
===========================
Mrok spowijał nas dookoła jednak widać było zarys drzew.Miliony gwiazd oświetlały tą niewielką polankę.Niebo było czarne lecz nie złowrogie.Ta czerń dawała nadzieje. Minęło około 10 minut, a my nadal żyliśmy. Spojrzałam na swoich towarzyszy  będących w takim samym stanie jak ja. Przeszedł mnie dreszcz zaciekawienia. Przecież to oznaczało władzę! Rząd oczyści nas ze wszystkich win. Zaczęłam się śmiać i skakać. Czułam się jakbym mogła zrobić wszystko. Chciało mi się płakać i śmiać jednocześnie. Michel podbiegł do mnie i przybił mi piątkę. Bez żadnego wahania przytuliłam go z całej siły i zaczęliśmy się śmiać. Nagle spostrzegłam, że reszta nie cieszy się tak jak my.
-Debile! Czy wy niczego nie zauważyliście? Okłamali nas! Spójrzcie pod stopy!-krzyknęła Jasmine. Bezczelna suka nie umie się cieszyć... Ale rzeczywiście coś się nie zgadzało. Spojrzałam gwałtownie w dół i ujrzałam trawę... Przecież wszystko gra!Zaraz... Moment... PLATFORMY! Małe srebrne kółka zniknęły spod naszych stóp... Nie to niemożliwe! Zostawili nas. Od początku postanowili nas tu zostawić. Michel też to dopiero zauważył. W jego oczach widziałam smutek.
-I co teraz mądralo? Jesteśmy tu przez ciebie. Co prawda miałeś rację z tym, że nie umrzemy od powietrza, ale czy ty w ogóle wiesz jak tu jest niebezpiecznie?! Zaraz wyskoczą z krzaków jakieś mutanty i zabiją nas wszystkich! A ty co robisz? Cieszysz się z tą morderczynią. Skąd masz pewność, że ona nie pozabija nas w nocy? Może ty nie wiedziałeś, ale ja miałam znajomości. Siedziałam w mojej celi ponad rok! Za dobre sprawowanie strażnik Tom mówił mi ploteczki z zewnątrz. Zabiła szesnastoletniego chłopaka! To zwykła morderczyni!-krzyczała Jasmine. Cała reszta patrzyła na mnie to na Jasmine z szeroko otwartymi oczami. Miałam ochotę ją spoliczkować. O mało tego nie zrobiłam, ale postanowiłam opanować nerwy. Przecież gdybym ją uderzyła to tak samo jakbym się przyznała do winy. Nie mogłam nic zrobić. Siadłam na zimnej, miękkiej trawie i schowałam twarz w ręce. Już nie będę płakać muszę być silna. Zacisnęłam usta. Słyszałam bardzo wyraźne szepty. To było pewne, że planują już jak się mnie pozbyć. Nie dam się tak łatwo. Muszę pomścić Jamesa. Nagle poczułam czyjąś rękę na moich plecach. Podskoczyłam przerażona tym nagłym dotykiem. Okazało się, że to był Michel.
-Nie wierzę w to. Wiem, że tego nie zrobiłaś...-szepnął tak aby inni nie usłyszeli. Spojrzałam mu prosto w jego miodowe oczy. Na pewno kłamał. Jednak potrzebowałam kogoś kto we mnie wierzył- nawet jeżeli było to sztuczne. Michel wstał.
-Chodźmy się rozejrzeć za jakimś miejscem do spania. Jutro pomyślimy o tym co będzie dalej.-powiedział złotooki i ruszył w las...

****
Maszerowaliśmy wszyscy szybko i prawie bezszelestnie aby nie obudzić żadnych niebezpiecznych stworzeń. Po kilkunastu długich minutach, a może nawet godzinach Alex znalazł dużą jaskinię przysłoniętą zasłoną roślin. Chłopcy poszli sprawdzić czy jest tam bezpiecznie. Wrócili cali i zdrowi. Weszliśmy do naszej kryjówki i dopiero teraz mieliśmy czas na sprawdzenie zawartości małych plecaczków. W każdym plecaku były dwie butelki wody, nóż, plasterki, bandaż i kilka opakowań suszonej żywności. Rozejrzałam się po grocie. Kamienne ściany były zarośnięte zieloną roślinnością i mokre od wody.Nie wiem jak zamierzaliśmy tu spać. Podłoże było twarde, mokre i zimne- zapalenie płuc murowane. Jednak nie było innego wyjścia. W mojej głowie krążyło tylko jedno pytanie : Ile dni zdołamy przeżyć? To było koszmarne uczucie. Wiedziałam, że umrę jednak nie mogłam nic z tym zrobić. Z tego cholernego uczucia traciłam zmysły.

***
Wszyscy poszli spać z wyjątkiem mnie. Po prostu nie umiałam zasnąć. Cały czas zdawało mi się, że coś nam grozi. Ciemność otaczała mnie ze wszystkich stron. Tylko biała, słaba poświata księżyca przedzierała się przez bluszcz zasłaniający wejście. Nie miałam ochoty na nic. Byłam otępiała. Nie czułam niczego. Byłam samą powłoką, a nie człowiekiem. Uczucia ulatywały ze mnie z minuty na minutę. Nagle usłyszałam kroki. Momentalnie otworzyłam oczy.Cisza...Lecz po chwili znowu to samo. Jednak  nie czułam przerażenia.Zobaczyłam nad sobą Jasmine. W mroku wyglądała jeszcze śliczniej i bardziej przerażająco. Trzymała w ręce jakiś przedmiot. Wpatrywała się we mnie z uśmieszkiem rodem z psychiatryka. Nagle pochyliła się i szepnęła mi do ucha słowa, których nie usłyszałam, a raczej nie chciałam usłyszeć. Poczułam coś zimnego na policzku i nagle ogarnął mnie przerażający ból podobny do tego jaki odczuwałam w sercu-rozdzierający niczym szczęki jakiejś bestii. Dopiero teraz w mojej głowie rozbrzmiały jej słowa:
-Morderczyni zasługuje na długą śmierć. Oszpecimy cię kochanie...
Nie... To nie możliwe. Jak? Jasmine zabierała się do cięcia mojego brzucha lecz przerwał jej przeraźliwy krzyk, który wydobył się z mojego gardła i echem odbijał się po jaskini budząc wszystkich.

poniedziałek, 10 lutego 2014

Rozdział 2 " Bunt "

Z dedykacją dla Filipa- człowieka dzięki, któremu nadal piszę <3 Uwielbiam Cię *.*
========================================================================
Już czwarty dzień siedziałam w tym pokoju wpatrując się w ścianę.  Wszystko było tu obce. Nawet ubrania dostałam od jakiegoś faceta. Czułam się jak królik w klatce. Nawet sen został mi odebrany. Nikt nie przychodził w odwiedziny.  Siedziałam sama w tym ciemnym więzieniu przykryta cienkim kocem koloru białego. Nadal przed oczami miałam Jamesa całego we krwi. W sumie to nawet nie wiem jak mam spełnić jego wolę. Codziennie myślę o jego ostatnich słowach. Do oczu niespodziewanie napłynęły mi łzy. Spojrzałam na swoje ręce i zaczęłam je wycierać o koc  . Chciałam zetrzeć krew której dawno już tam nie było. Nagle drzwi od celi się otworzyły.  Wiedziałam , że to nie świadczy dobrze. Stała za nimi wysoka kobieta w czarnym mundurze i pistoletem schowany nie za dobrze za paskiem spodni. Oślepiło mnie nagle światło , które wpadało przez drzwi.  Kobieta wstała i z pogardą wzięła mnie za rękaw bluzki jakby bała się,  że się czymś zarazi. wyprowadziła mnie, a następnie związała oczy czarną chustką.  Podążając z nią próbowałam zapamiętać wszystkie zakręty. Prawo, lewo, prawo , prawo , prawo , lewo , lewo i prawo. Po tych kilku zakrętach kobieta wprowadziła mnie do jakiegoś innego pokoju i rozwiązała oczy. Pomieszczenie te okazało się salą sądową. Na środku postawiono dziesięć krzeseł w czym tylko jedno było wolne. Reszta okrągłej sali była wypełniona ludźmi w czarnych i białych togach.Kobieta zaprowadziła mnie na miejsce i stanęła obok drzwi jakby spodziewała się, że uciekniemy. Pff jeszcze nie śpieszę się z umieraniem,a przynajmniej do śmierci od strzału z tego cudeńka. Siedziałam cała spięta nie wiedząc co się dzieje. Nie miałam pojęcia co mnie czeka ani kim są ludzie siedzący obok mnie. Wszyscy wyglądali na ludzi w moim wieku. Nigdy wcześniej ich nie widziałam. Sędziowie wywoływali kolejne osoby,a one wstawały i odpowiadały na pytania.Mieli absurdalne zarzuty: kradzież jedzenia, demolowanie łazienek, wyzywanie nauczyciela. Jednak jeden chłopak wyróżniał się ze wszystkich.Siedział obok mnie.
-Czy próbowałeś stąd uciec? Czy chciałeś nas wszystkich zabić?-pytał sędzia z długą siwą brodą i złotymi okularami. Chłopak roześmiał się chrapliwie wzbudzając w sędziach oburzenie.
-Uciec? Próbowałem! Kto by nie chciał! Wszyscy którzy siedzą tutaj ze mną są niewinni. Będą skazani za jakąś błahostkę! Jesteście zadufani w sobie. Stworzyliście sobie jakiś chory ideał cywilizacji i myślicie, że wszyscy się na to zgodzą? Zawsze będzie ktoś o innym zdaniu. I tym kimś jestem ja. Wiem, że tam na górze jest bezpiecznie. Gówno mnie obchodzi czy mnie zabijecie! I tak wszyscy zginiemy! Brakuje nam już miejsca. Myślicie, że już nikt nie zauważa jak zaczyna brakować ludzi? Co miesiąc giną ludzie. Zbieg okoliczności? Nie sądzę.-krzyczał z uśmiechem na twarzy. Nagle wszystko zaczęło układać się w logiczną całość... James... Rząd...
-Czy ktoś podziela zdanie pana Michela?-spytał zszokowany starzec
Złość we mnie wzbierała. Nagle wstałam.
-Ja!-krzyknęłam-Nie wrobicie mnie w zabójstwo! Wiem, że to wy zabiliście Jamesa, a teraz próbujecie zrzucić winę na mnie! Nie jestem głupia!-dokończyłam, a łzy spływały mi po policzkach. Nagle cała reszta skazanych wstała. Staliśmy tak, a oni nawet nie mogli wydusić słowa. Pokazaliśmy im tym prostym gestem, że Michel ma rację- kimkolwiek on był.
-Jeśli tak popieracie pana Michela to dobrze. Sami nas zmusiliście. Zostajecie skazani na taką samą karę jak on. Pójdziecie do tego swojego "raju" na górze. Jeśli przeżyjecie przyznamy wam rację i oddamy władzę. Jeśli jednak nie to cóż zginiecie pozostając mordercami. Wmówimy wszystkim, że to wy zabijaliście.-odparł jeden z mężczyzn. Moje nogi zrobiły się jak z waty. Ja? Na powietrzu? Spojrzałam na moich towarzyszy.Wszyscy wyglądali twardo, ale w ich oczach malował się strach. Tylko Michel stał pewnie i dumnie. Był wysoki i umięśniony. Byłam pewna, że bez problemu mógłby połamać mi kości. Bałam się go. Jego czarne włosy były potargane, a rysy twarzy ostre. Był bardzo przystojny. Niestety nie mogłam dostrzec jego oczu. Tylko po tym jednym oceniałam ludzi. Zawszę zakochiwałam się w oczach, bo one jedyne się nie zmieniały- pozostawały takie same do końca życia... Strażnicy wyprowadzili nas. Byliśmy traktowani jak psy. Zamknęli nas na klucz w jakimś białym, sterylnym pokoju. Wpatrywaliśmy się w siebie dłuższą chwilę.W pamięć najbardziej wpadła mi dziewczyna z długimi blond włosami i niebieskimi oczami-typowa piękność-która okazała nazywać się Jasmine, niski chłopak o ciemnych długich włosach-Alex, zielonooki szatyn- Mike, dziewczyna o włosach koloru płomieni-Glimmer oraz Michel. W końcu mogłam stwierdzić jakiego koloru ma oczy. To co zobaczyłam wprawiło mnie w zachwyt-miał oczy koloru miodu. Jeszcze nigdy nie takich nie widziałam.Wpatrywałam się w czubki swoich butów, zerkając czasami na mówiące osoby.Zaczęłam mu ufać, ale tylko trochę. Nigdy nie byłam ufna.
-A ty jak się nazywasz?-rzuciła bezczelnie Jasmine. Podniosłam naglę głowę tak gwałtownie aż gumka związująca moje czarne włosy pękła.
-Jestem Jennifer...-wyszeptałam drżącym głosem jednak byłam pewna, że wszyscy słyszeli moje imię.
-Nietypowe...Jakie jest twoje pochodzenie?-spytała Glimmer.
-Moja mama jest Polką, a tata Anglikiem...-odpowiedziałam zaskoczona. Po co im było to wiedzieć? Staliśmy w milczeniu dłuższą chwilę gdy nagle drzwi otworzyły się. Do pokoju weszli mężczyźni w mundurach. Podali nam skromne plecaki i kazali podążać za sobą. Szliśmy spokojnie na pewną śmierć. Nikt nie płakał ani nie pokazywał słabości. Chcieliśmy być dzielni w ostatnich momentach życia. Umrzemy jako zwycięscy, a nie przegrane ciamajdy...Wreszcie po wyczerpującej wędrówce dotarliśmy na samą górę. Było tam około dwudziestu małych platform.Każdy staną osobno i nagle zamkną nas szklany klosz. Oczy zaszły mi mgłą. Zaczęłam się dusić- atak klaustrofobii... 10...9...8...7...6...5...4...3...2..1..0... Platformy zaczęły się wznosić. Po kilku sekundach staliśmy obok siebie na zielonej trawie. Spojrzałam w górę i ujrzałam gwiazdy...

piątek, 31 stycznia 2014

Rozdział 1 "Schowek"

Szare,zimne ściany otaczały mnie ze wszystkich stron. Pokój był malutki,a stalowe ściany jeszcze tylko pogarszały sprawę. Wszystko tutaj było takie nijakie, jednokolorowe,nudne. Po szesnastu latach siedzenia pod Ziemią i oglądania tych wszystkich szarych, białych lub czarnych przedmiotów mam dość. Jedyną kolorową rzeczą są nasze oczy. Chociaż i tak wszyscy mają prawie takie same-zielone lub niebieskie. Nienawidzę tego miejsca. Jest dla mnie jak więzienie... Przecież miało być naszym azylem. Pomóc nam przetrwać. Powinnam się cieszyć, że tu jestem.Od dzieciństwa uczymy się o zagładzie naszej planety. Wpajają nam to i choć wiem, że powinnam wierzyć w wszystko czego nauczają to jakoś nie mogę. Mówią, że tylko tyle osób udało się tu zmieścić. Podobno nie dało się uratować wszystkich. Nie wierzę im. Gdyby chcieli na pewno zbudowali by większe miasto. Wszystko można zrobić! Tylko oni nie mieli na to ochoty. Niestety mają jeden słaby punkt-nie wiedzę. Nie wiedzą, że są takie osoby, które mają świadomość kim naprawdę byli założyciele. Lecz gdyby się dowiedzieli , pewnie pozabijali by wszystkich świadomych.

Wstałam gwałtownie i wyszłam z pokoju. Musiałam się czymś zająć. Nie mogłam tak siedzieć bezczynnie i znowu czekać na kolejny atak klaustrofobii. To może wydawać się głupie, że dziewczyna , która żyje pod ziemią ma klaustrofobię, ale życie bywa okrutne, a ja lubię łamać stereotypy- taka już jestem. "Wiatr" z klimatyzacji smagał mnie po twarzy powodując nieprzyjemne uczucie. Nagle zatrzymałam się i spojrzałam na ścianę... Jakaś czerwona substancja zdobiła to gówno. To była krew... Pasek krwi biegnący wzdłuż korytarza. Poszłam za krwawym śladem. Po chwili marszu zauważyłam,że ślad prowadzi do schowka na miotły.Weszłam tam i zobaczyłam człowieka. Od razu rzuciłam się na ratunek. Pomimo mojego nieznośnego, buntowniczego charakteru nie mogłam patrzeć na umierającego człowieka i nie udzielić mu pomocy- to byłoby zachowanie godne rządu, a nie mnie.Brązowe włosy posklejane były krwią z jego czoła,a jego piękne niebieskie oczy były pełne bólu i smutku. Stop! Ja znałam te oczy! Dopiero po kilku sekundach uciskania wielkiej rany na jego brzuchu doszłam do wniosku, że był to chłopak z mojej klasy. Oczy zaszły mi mgłą. On nie mógł umrzeć nie teraz... Obok niego leżał wielki nóż do chleba. To było narzędzie zbrodni. Kto mógł mu to zrobić?
-James , proszę , nie umieraj-szeptałam ze łzami w oczach, a on uśmiechną się do mnie i ścisną moją rękę.
-Jennifer...zniszcz...ich...proszę...-wyszeptał,a łza spłynęła mu po policzku i zmieszała się z krwią.
-Kogo?! Kto ci to zrobił?!-krzyczałam, ale on już tego nie słyszał. Umarł... Moje ręce były całe czerwone. Nigdy nie widziałam takiej ilości krwi. Oczy bolały mnie od intensywności jej koloru. Nagle do schowka wszedł strażnik Joseph. Był to niski, gruby mężczyzna o ciemnych włosach i oczach podobnych do moich-zielonych jak trawa na zdjęciach w naszych książkach od historii.Na jego twarzy malował się strach, ale także pogarda i nienawiść. Kogo tak nienawidził? Spojrzał na Jamsa, a potem na mnie. I w końcu zrozumiałam. To ja byłam obiektem jego uczuć.
-To nie ja...-powiedziałam słabym drżącym głosem.
-Zostajesz aresztowana-odparł i szarpnął mnie mocno. Zszokowana i zdezorientowana szłam chwiejnym krokiem tak znienawidzonymi korytarzami. Szliśmy ciągle w dół, coraz niżej, aż w końcu doszliśmy do czarnych, przerażających drzwi. Jak się potem okazało było to wejście do piekła. Zamknęli mnie w dużym, sterylnym pomieszczeniu z lustrem zamiast jednej ze ścian. Byłam pewna, że to było weneckie lustro i po drugiej stronie stoi masa ludzi przyglądając mi się jak na jakiś okaz w zoo. Nadal byłam cała umazana w krwi, ale nie przeszkadzało mi to. W tym momencie myślałam tylko o jednym-kto zabił Jamsa i kogo mam zniszczyć... Był mi zupełnie obcy. Znałam go tylko dlatego, że był ze mną w klasie lecz spędzenie z nim ostatnich minut jego życia wytworzył pomiędzy nami więź i czułam się zobowiązana wypełnić jego ostatnią wolę.
-Kogokolwiek mam zniszczyć zrobię to James. Obiecuję...

wtorek, 28 stycznia 2014

Prolog

Kiedyś świat ogarnęła ciemność.Ludzie nie widzieli światła przez długi okres. Rośliny oraz zwierzęta wymarły, a głód i strach ogarną ludzkość na całym globie. Wszystkie kontynenty zużyły swoje zapasy.Wszystkie wojny zostały przerwane lecz bezlitosna ciemność nie dawała za wygraną. Głodni, przerażeni i zdesperowani ludzie zabijali siebie nawzajem.W końcu została połowa dotychczasowej populacji, a wtedy ciemność opuściła Ziemię.Lecz to nie był koniec. Szczęśliwi ludzie nie spodziewając się następnych tragedii wyszli z ukrycia. Tylko rząd był na tyle mądry, że postanowił działać. Głowy wszystkich państw połączyły się i wraz ze swoimi bliskimi ukryli w podziemnym mieście pod Ameryką zwanym później Miastem Upadłych. Obywatele nie mieli o niczym pojęcia.Po kilku miesiącach cudownego życia na Ziemię spadł deszcz kwasu zabijając resztą ludzi . Na niebieskiej planecie zostali tylko upadli, którzy już nigdy nie wyszli na zewnątrz...